skip navigation
14.12.2020

Sukces też jeździ busem!

Transport do 3,5 t – jak znaleźć swoją niszę - sprawdzone metody

Wolne ładunki na busa

Dzień jak co dzień. Pobudka koło 7 rano, trzeba odwieźć dzieci do szkoły, potem pojechać do sklepu po świeże bułki. Pracę zaczyna włączeniem komputera około godziny 8, ale zdarza się, że kończy ją już o 13 (!), a wszystkie samochody jadą zapełnione po brzegi. Czy tak można pracować, prowadząc niewielką firmę transportową? Czy można zapewnić sobie regularność zleceń? Alan Kondracki, właściciel Firmy Usługowej Alan Kondracki udowadnia, że tak.

Cykl artykułów TIMOCOM "Odważnie własnym szlakiem: Sukces niszy transportowej" przedstawia firmy, które odkryły dla siebie szczególny segment rynku i tym samym odnoszą długofalowe sukcesy.

„Nie czekam na telefon, tylko od razu korzystam z giełdy transportowej. Jeśli telefon zadzwoni, to przyjmuję zlecenie, jeśli nie - znajduję coś na giełdzie, a rzadko się zdarza, że czegoś tam dla mnie nie ma.” – Alan Kondracki, właściciel FU Alan Kondracki
Udostępnij na ...

Jak zacząłem przygodę z transportem do 3,5 t?

Wszystko zaczęło się 7 lat temu od jednego auta: „Sprzedałem osobówkę i kupiłem używanego busa. Najpierw skupiłem się na małych transportach i przeprowadzkach. To były lokalne przewozy, potem zaczęła się zagranica. Zmianę wywołało moje ogłoszenie. Pewna firma z Hamburga znalazła je i zleciła mi przewóz paczek z Berlina do Świebodzina. Kiedy współpraca nabrała rozpędu, kupiłem drugie auto, bo nie miałem czym obsługiwać przeprowadzek” - relacjonuje Alan Kondracki.

Stojąc przed wyzwaniem

Firma zaczęła się rozwijać. Właściciel wspomina, że zleceń było tak dużo, że konieczne było dokupienie nowych samochodów. Pojawił się jednak bardzo konkretny problem, którego pokonanie to często być albo nie być młodego organizmu. Chodzi nie tylko o zdobywanie zleceń, ale przede wszystkim o taki ich poziom oraz regularność, żeby zapewnić środki na prowadzenie bieżącej działalności, ale i zrównoważony rozwój. „Nie jestem po żadnej szkole logistycznej. Początkowo skupiałem się na przeprowadzkach. Gdy pojawiły się zlecenia na inny transport, musiałem znaleźć takie rozwiązanie, które zapewni mi odpowiednią liczbę zleceń w odpowiednim czasie, ale i od takich zleceniodawców, którzy będą płacić zgodnie z umową.” - opowiada Alan Kondracki i podkreśla: „Metodę, jaką wtedy wypracowałem, stosuję do dziś i to się nadal sprawdza”.

Podstawowa zasada „Być zawsze krok do przodu”

„Wygląda to mniej więcej tak, że gdy już wiem, gdzie konkretnie wysyłam samochód, szukam kto w tamtej okolicy może mi zlecić kolejny fracht. Dziś z moim doświadczeniem i kontaktami wiem, do kogo mogę się zwrócić. Dzwonię tam i informuję, że będę w okolicy i chętnie podejmę ładunek. Nie czekam jednak na telefon, tylko od razu korzystam z giełdy transportowej i szukam na własną rękę. Jeśli telefon zadzwoni, to przyjmuję zlecenie, jeśli nie - znajduję coś na giełdzie, a rzadko się zdarza, że czegoś tam dla mnie nie ma”. 

Alan Kondracki ma jeszcze jedną zasadę: „Ładunków szukam z dnia na dzień i dopiero jak zrobię rozładunek. Czasem może być tak, że rozładuję auto w 15 min., ale bywa i tak, jak np. wczoraj, że kierowca czekał 9 h. Dlatego nie biorę nowego zlecenia, dopóki bieżące nie zostanie zakończone. Dzięki temu unikam nieprzyjemnych sytuacji: mam zabrać ładunek, a nie mam auta i nie mogę się wywiązać ze zobowiązania. Kontakty są tak rozległe i współpraca na tyle sprawdzona, że mogę sobie na to pozwolić.” - deklaruje pan Alan.

Gdzie busom najlepiej?

Dziś Alan Kondracki dysponuje 6 samochodami, zatrudnia 6 kierowców. Przewozi głównie części samochodowe w większości na relacjach PL-DE i DE-PL. Wszyscy pracujący dla niego kierowcy są z okolic Zbąszynka i co weekend są w domu. Ma stałą ekipę, na którą może liczyć. 
Współpracuje z solidnymi spedycjami, które cenią go za terminowość, wysoką jakość pracy, dostęp do informacji o tym, co aktualnie dzieje się z ładunkiem i szybkie przekazywanie dokumentów. Kooperacje ze spedycjami z uzasadnionych powodów uzupełnia aktywnością na giełdzie transportowej. „Korzystam z giełdy od TIMOCOM bo można tam trafić ładunki z pierwszej ręki, a wtedy stawki są korzystniejsze. Poza tym jeszcze nie wszystkie małe firmy, które mają busy, mają TIMOCOM, więc wachlarz możliwości jest większy.”-  zauważa. To ważne dla osoby ceniącej pewnego rodzaju balans pomiędzy pracą i życiem prywatnym. „Tak jak jest teraz, jest dobrze. Nie chcę mieć więcej kierowców czy samochodów. Lubię moją pracę, czasem naprawdę potrafię mieć wszystko opanowane do godziny 13.” - śmieje się pan Alan.

Pozytywny wpływ pandemii na transport

Na firmę Alana Kondrackiego sytuacja związana z pojawieniem się COVID-19 zadziałała mobilizująco i pozytywnie: „Mamy lepsze wyniki niż w minionym roku. Umocniła się współpraca z niektórymi dobrymi spedycjami. Oswoiliśmy się z wirusem, to jest taka praca, że trzeba jechać, a zarazić można się przecież wszędzie. Oczywiście są zabezpieczenia i dbamy o siebie, a do tego teraz o dziwo wszystko jest lepiej zorganizowane. Kontakty są ograniczone, wszystko załatwia się z jedną osobą, najczęściej z wózkowym. Nikt nie biega po biurach z dokumentami. Paradoksalnie pandemia ułatwia nam pracę. Wcześniej trzeba się było zameldować, biec do jednego biura po dokumenty, potem awizacja itd., a tak wszystko jest w jednym miejscu i działa… szybciej”- zauważa pan Alan. 

Transport ma różne oblicza: i te duże, i te mniejsze. Jak pokazuje Alan Kondracki, każdy może w nim znaleźć swoje miejsce, niszę, którą z sukcesem wypełni i będzie w niej działać na własnych warunkach. 

Do góry